» » Kilku nic nie znaczących jubileuszy rodzinnych

Про мене

Публіцист і письменник, полеміст і фейлетоніст, дотепник і мізантроп.
А також – полонофіл, юдофіл, германофіл, панхорватист.
Галицький націоналіст
зі схильністю до українофобії.
Деталей вам краще не знати.

12:09, 10/09/18. Тексти / PL

Kilku nic nie znaczących jubileuszy rodzinnych

Na pierwszym zdjęciu są moi dziadek i babcia – Grzegorz (Hryhorij) Pawłów (ur. 1890 r.) oraz Anna (ur. 1900 r., z domu - Stefanków). Jest rok 1918, są świeżo po ślubie, z tej też okazji wykonano owo zdjęcie we Lwowie, w studio J. Diakowicz.

Mieszkają w Rudkach, w centrum. Według legendy rodzinnej gruszka-dyczka, która do dziś rośnie na łące między Budynkiem kultury a popiersiem Szewczenki, została posadzona przez dziadka w ogródku pod oknem chaty, gdy urodziała się moja matka Olga, czyli w czerwcu roku 1941.

Dziadka nie zastałem, wiem o nim tylko ze słów babci. W tym że roku 1918 zaangażował się w konflikt ukraińsko-polski, za co w roku 1919 po wkroczeniu Polaków do Rudek został skazany na półtora roku więzienia. Siedział w Przemyślu. Po powrocie zdobył sobie sławę pijaka i agitatora. Agitację prowadził po kielichu w rudkowskich knajpach wśród hłopów z pobliskich wsi, którym śpiewał: „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi. Jeszcze Polak Ukraińcu będzie czyścić buty”. Więc nie mógł znaleźć dobrej pracy, ciężko harował na budowach, a ponieważ był ranny na Pierwszej wojnie światowej, szybko naderwał sobie zdrowie.

Gdy przyszli sowieci, a potem hitlerowcy, nikt go nie ruszał – stary (50-ka!), spity, spracowany człowiek. Umarł na początku roku 1946, podobno nie mogąc się pogodzić z tragedią, która spotkała jego drugą córkę.

Na drugim zdjęciu jest ta córka, 17-letnia Luba (ur. 1928 r.), z młodszą siostrą - Olgą. Trwa rok 1945: w zarządzie powiatu Rudkowskiego – sowieci, w lasach – banderowcy. Młody Polak z sąsiedniej wsi Podgajce (teraz - Pidhajczyky) nolens-volens idzie u „istriebki”. Podoba się mu Luba, podbija klince, ale nie idzie - jej rodzice są przeciwni Polakowi. Jednego razu przychodzi po pijaku pod okno – jak nie będziesz moja, to nie będziesz niczyja. Czując niedobre, Luba chowa młodszą siostre za piecem. Odpowiada mu - nie. On rzuca w okno granat. Teraz mogła by mieć 90 lat.

Za dwa dni potem ten chłopak zostaje zabity przez podziemie ukraińskie, na torach kolejowych, dzielących Rudki i Podgajce. Za dwadzieścia lat potem babcia nazwała swoją ostatnią, piątą córkę Luba. Niedługo ciocia Luba będzie obchodziła swoje 70-te urodziny.

Z tych czasów wiele wody uciekło. Straciliśmy wspólne państwo i, chyba, nikt z nas nie jest szczęśliwy z tego powodu. Zawsze przypominam sobie tę historię, kiedy nadchodzi jesień. Kiedyś to złota polska jesień. Teraz już nie jest polską, ale wciąż jest złotą i piękną.


  • FaceBook коментарі